Pożoga - streszczenie

Pożoga - streszczenie

Rozdział 1. W cieniu drzew.

Narratorka (Zofia Kossak-Szczucka) przedstawia piękno krajobrazów kresowych. Autorka opisuje swój dom – dwór w Nowosielicy, skromny, ciepło urządzony, kolorowy, pełen pięknych kilimów. Dwór położony był w ogromnym, pięknym parku. W pobliżu znajdował się gotycki pałac o surowym wyglądzie, niezamieszkany. Przed wybuchem wojny majątek – pałac i park kupili Potoccy z Antonin, jedni  z najpotężniejszych rodów na Kresach. Narratorka opisuje okolice – dalej położone były Łaszki, za Łaszkami Semerynki i inne majątki ziemskie o długiej tradycji. Między wzgórzami w dole, w okręgu położone były wsie. Mieszkał w nich „lud rosły i krzepki, śpiewający najpiękniejsze w całym świecie pieśni, leniwy i senny, ale sennością żywiołu, gotowego w każdej chwili powstać huraganem.” Lud żył w zgodzie z ziemiaństwem polskim, czego nie potrafili osiągnąć panowie rosyjscy. Funkcjonariusze wojskowi żyli w przyjaznych stosunkach z inteligencją polską. Ziemiaństwo polskie mogło rządzić się według uznania, pod warunkiem nie edukowania szlachty zagonowej i chłopów. Rozbudzanie wśród niższych warstw świadomości narodowej było surowo karane przez rząd rosyjski. Jedynie religia chroniła szlachtę zagonową przed zupełnym schłopieniem i rusyfikacją. Kierunek szkolnictwa był wyraźnie antypolski.
Na kresach w dworach zauważało się jeszcze duże przywiązanie właścicieli do służby i odwrotnie. Służba nazywana była „familią” i słowo to całkowicie oddawało rodzinne stosunki, jakie łączyły ją z właścicielami dworu. Życie w dworach kresowych płynęło ludziom spokojnie i cicho, w harmonii z naturą.

Rozdział 2. Pierwsze starcia.

Na Wołyniu pojawiają się pierwsze pogłoski o Rewolucji Rosyjskiej. Pierwszy pochód wolnościowy przeszedł ulicą na początku marca 1917 roku – składał się z kilkunastu uczniów i kilkudziesięciu Żydów i Żydówek, na czele z czerwonym sztandarem biegł miejscowy sędzia. Zaczęto usuwać portrety carskie, zmieniano nazwy urzędów. Podburzano chłopów, mówiąc, że za cztery miesiące dostaną ziemię na własność, bez wykupu. Chłopi początkowo nie wierzyli agitatorom, jednak żony w domu zachęcały ich i przekonywały do walki o „swoje”. Baby wiejskie były chytre i chciwe, odegrały więc dużą rolę w rozbudzeniu świadomości swych mężów.
Początkiem maja 1917 roku do gminy skowródeckiej przyjechał naczelnik – Własow. Od razu zaczął podburzać lud do walki z właścicielami ziemskimi. Rząd kadecki utrzymywał się jeszcze przy władzy, istniały więc dwie władze – faktyczna (jak Własow, któremu kilkunastu podobnych otrzymała każda gmina) i urzędowa. W związku z tym każdy funkcjonariusz otrzymywał podwójną instrukcję, a każde rozporządzenie miało dwa znaczenia. Inteligencja długo nie mogła rozeznać się w swoim położeniu, zwracając się do władz o rozstrzyganie sporów.

Niezależnie od tych wypadków Wielka Wolna Armia na niedalekim froncie coraz bardziej się zmniejszała; grupy dezerterów grabiły i okradały okolice, dywizje odmawiały posłuszeństwa, żołnierze bratali się z wrogiem. Kozacy, niesłusznie uważani za tchórzy i złodziei, opierali się bolszewizmowi, solidarnie stając przeciwko niemu.
W końcu sierpnia miało miejsce powstanie korniłowskie, które jednak szybko zgasło. Rząd tymczasowy upadł, nadchodziły wieści o coraz groźniejszych ruchach agrarnych. Rewolucja zbierała coraz większe żniwo. Bolszewicy grabili i niszczyli dwory, wynosząc drogocenne rzeczy i kradnąc alkohol z piwnic, by potem się upijać. Czasem chłopom również dostawało się trochę alkoholu, chętnie więc donosili żołnierzom, gdzie można go znaleźć.
Nadszedł październik, a wraz z nim doroczne święto łowienia ryb. W tym roku właściciele ziemscy wiedzieli jednak, że chłopi rozgrabią połów. Dlatego jeden ze stawów opróżniono w tajemnicy, jeszcze w nocy. Przy drugim całą gromadą czekali już chłopi. Gdy szlachta zorientowała się, że żadnej ryby nie uda jej się zachować, kazała rybakom wpuścić połów      z powrotem do stawu. Chłopi zareagowali na to złowrogim milczeniem.

Rozdział 3. Pogromy i klęski.

Lud zaczął panoszyć się na dobre. Okradano i palono domy, wycinano sady. Chłopi burzyli zabytkowe pałace, pełne pamiątek narodowych i zabytków dwory, nie liczyli się z niczym. Wiele tragedii rozgrywało się wówczas na oczach wszystkich. W dworze w okolicy Płoskirowa cała rodzina była wieczorem zebrana przy łożu konającej matki właściciela. Wszyscy z rodziny wiedzieli, że tej nocy wieś chce najechać na ich dom, ale oczywiście nikt nie mówił o tym umierającej. Wszyscy modlili się, by kobieta zmarła, zanim przybędą chłopi. Niestety, wnet usłyszeli dzikie wrzaski, usłyszała je też konająca kobieta. Wybiegła na ganek w długiej koszuli z krzyżem w ręku i krzyczała do chłopów, żeby pozwolili jej w spokoju umrzeć, bo będzie ich straszyć po śmierci. Przerażony lud uciekł, jednak, gdy kobieta zmarła i tak najechali na dwór. Takich dramatycznych przykładów było wiele.
Do Nowosielicy tymczasem przyjechała dywizja kozaków zabajkalskich, a za nimi Mongołowie. Żołnierze mali, pokraczni, zarobaczeni zajęli pałac, wraz z zabudowaniami. Szkody robili głównie przez swoje barbarzyństwo i niechlujstwo, raczej nie kradli, pomijając indyki, które to akurat regularnie wykradali codziennie.
Narratorka wspomina też pobieżnie o tragedii sławuckiej, która rozegrała się w pierwszych dniach listopada 1917 roku. Piękny zamek 80-letniego księcia Sanguszki został obrócony w popiół, spalono wiele pamiątek narodowych, a starzec został zabity przez tłum.
Tymczasem do Płoskirowa przybył polski oddział partyzancki, dowodzony przez Feliksa Jaworskiego. Razem z oddziałem nadciągnął powiew optymizmu. Nazwisko Jaworskiego stało się nagle bardzo głośne – zatrzymywał pogromy, ratował dwory, rozbijał bandy chłopskie...
Na mocy osobistej umowy z właścicielem Antonin – hr. Józefem Potockim, szwadron Jaworskiego miał na stałe przybyć do jego majątku. Stefan Szczucki, mąż narratorki, dowiedziawszy się o tym, napisał prośbę o przysłanie do Nowosielicy kilku ludzi dla ochrony. Przysłano czterech szeregowców i piątego oficera Żelechowskiego. Przybycie partyzantów bardzo rozdrażniło wieś. W dodatku oddział kozacki postanowił opuścić zamek. Sytuacja stała się niebezpieczna, gdyż teraz chłopom nic już nie stało na przeszkodzie, żeby najechać pałac. Na szczęście książę kozacki – Kekuatow, który stał na czele oddziału, kazał zostać Łapszakowowi do przyjazdu partyzantów, dzięki czemu uniknięto pogromu.
Do pałacu przybyli partyzanci. Po ustaleniu strategii obronnej przed najazdem chłopów, postanowiono , że trzeba zawieźć dzieci do teściów, do Antonin, gdzie będą bezpieczniejsze. Pomysł ten był bardzo szczęśliwy, gdyż w nocy, po wyjeździe Zofii z dziećmi, zamek został napadnięty, a najbardziej ucierpiał pokój dzieci, w którym powybijano wszystkie szyby.
Nazajutrz Stefan Szczucki trafił przed sąd wiejskiego komitetu. Mimo starań Zofii, która udała się do miasta, by wstawić się za mężem, Stefanowi udało się wyjść cało z opresji bez niczyjej pomocy. Sekretarz komitetu chłopskiego – Harasym Czumak nie chciał napisać pisma, niezbędnego w takich przypadkach, do trybunału rewolucyjnego, gdyż był przeciwny sprawie od początku. Pozostali chłopi byli niepiśmienni, więc Szczuckiego wypuszczono.
Wkrótce zrabowano i zniszczono dwór w Skowródkach, należący do Kossaków, rodziców narratorki. Chłopi od czasu do czasu atakowali płac w Nowosielicy, który dawał ciągle dzielnie opór. Jednak partyzanci otrzymali rozkaz, aby 15 grudnia opuścić Nowosielicę. Szczuccy postanowili wyjechać razem z nimi, gdyż sami nie mogli już być bezpieczni w pałacu. Dzień wcześniej, 14 grudnia, do Nowosielicy przybyło 20 ułanów, którzy miele pomóc przewieźć Szczuckich z ich majątkiem (chodziło o bezpieczne przetransportowanie koni do Antonin). Komitetowi wiejskiemu przekazano klucze do pałacu z groźbą, że jeśli naruszą pałac, wieś zostanie spalona.
Szczuccy szczęśliwie dojechali do Antonin.

Rozdział 4. Polskie formacje wojskowe na Wołyniu.

W grudniu 1917 roku pojawiają się wreszcie na Wołyniu pierwsze polskie formacje wojskowe. Ich widok napełnił ludzi nadzieją i wzruszeniem. Były to: świeżo powstający z polecenia gen. Dowbora-Muśnickiego 2. pułk ułanów oraz znany już oddział Jaworskiego. Obie formacje poważnie się od siebie różniły. Partyzanci Jaworskiego byli dawną jednostka bojową, o długiej przeszłości, ułani dopiero kompletowali swój pułk z nadciągających zewsząd ochotników.
Pierwszym dowódcą powstającego pułku był pułkownik Musiewicz – człowiek dobry, dzielny i szczerze lubiący żołnierzy. Jednak to nie on był prawdziwym twórcą i organizatorem 2. pułku, był nim pułkownik  Suszyński, który przybył do Antonin w pierwszych dniach stycznia 1918 roku. Gdy przybył, pułk razem z taborami liczył 800 ludzi, partyzanci w porównaniu z nim stanowili więc garstkę ludzi, gdyż było ich około 200. Górowali jednak partyzanci nad ułanami sprawnością bojową i karnością. Jaworczycy byli to żołnierze, w których I wojna światowa wyrobiła postawę wojowników srogich, dzielnych i nieulękłych. Wierzyli oni w dwie rzeczy: Wojnę i Dowódcę. Sam Jaworski był człowiekiem nieprzeciętnym – „[...] przedstawiał wszystkie cechy Napoleonidy. Wśród ogólnej żołnierskiej anarchii, bezprawia i samowoli, oddział partyzancki, nie związany niczym, nie skrępowany odpowiedzialnością przed żadna nie istniejącą władzą, był w jego ręku glina miękka i podatną, którą mógł rzeźbić w każdy pożądany kształt. Kochał swych żołnierzy miłością dzika i czułą zarazem, tą...
Zobacz więcej


Uzyskaj pełny dostęp!
Wysyłając SMS otrzymasz nieograniczony
dostęp do całego tekstu oraz wszystkich opracowań lektur dostępnych na stronie Streszczenia.pl
Wyślij SMS o treści: koddtekst na numer: 73480
Otrzymany kod wpisz w pole poniżej:
Dostęp jest ważny przez 7 dni. Koszt SMS'a to tylko 3zł + VAT
Wyjedź na wakacje z serwisem Wycieczka.pl